Zrobiłeś, ale znowu nie tak – kiedy poprawianie partnera zaczyna niszczyć współpracę
Prosisz partnera, żeby coś zrobił.
Robi.
Patrzysz i od razu widzisz, co można było wykonać lepiej.
Więc poprawiasz.
Następnym razem przypominasz mu wcześniej, dokładniej tłumaczysz i pilnujesz, żeby nie powtórzył błędu.
A później zaczynasz się zastanawiać:
dlaczego on sam nigdy nie bierze odpowiedzialności?
Jeżeli oprócz poprawiania masz też poczucie, że cały ciężar pamiętania i organizowania wspólnego życia spoczywa na Tobie, przeczytaj również o mental load i doświadczeniu „wszystko jest na mojej głowie”.
To trudny układ, bo z jednej strony naprawdę możesz mieć rację.
Z drugiej – sposób, w jaki próbujesz zwiększyć odpowiedzialność partnera, może nieświadomie sprawiać, że coraz trudniej mu ją przejmować.
Twój standard nie musi być jedynym właściwym
Jeżeli przez lata zajmowałaś się domem, dziećmi albo określonym obszarem wspólnego życia, prawdopodobnie jesteś w tym dobra.
Masz doświadczenie.
Wiesz, co działa.
Wypracowałaś sposób, który pozwala szybko osiągać właściwy rezultat.
Partner może robić tę samą rzecz inaczej.
Czasem gorzej.
Bywa również, że po prostu nie tak, jak zrobiłabyś ją Ty.
To ważne rozróżnienie.
Bo między:
„to jest wykonane źle”
a:
„ja zrobiłabym to inaczej”
jest ogromna przestrzeń.
Jeżeli jej nie zauważymy, łatwo zamienić własny standard w jedyny dopuszczalny sposób działania.
Co słyszy osoba, którą ciągle poprawiasz?
Wyobraź sobie, że regularnie dostajesz komunikat:
„dobrze, ale…”.
„następnym razem pamiętaj…”.
„mogłeś zrobić to od razu”.
„ile razy mam Ci mówić?”.
Każde z tych zdań osobno może mieć sens.
Problem pojawia się w ich kumulacji.
W pewnym momencie partner może przestać słyszeć:
„chcę, żebyśmy lepiej współpracowali”
i zacząć słyszeć:
„ciągle robisz coś niewłaściwie”.
W badaniach nad relacjami dobrze opisany jest wzorzec demand–withdraw. Jedna osoba naciska, krytykuje albo domaga się zmiany, druga odpowiada wycofaniem, unikaniem czy zamknięciem.
Metaanaliza 74 badań obejmujących ponad 14 tysięcy osób wykazała, że taki schemat jest istotnie związany z gorszymi wynikami relacyjnymi i komunikacyjnymi (Schrodt, Witt i Shimkowski, 2014).
Nie oznacza to oczywiście, że każda krytyka prowadzi do wycofania.
Pokazuje natomiast coś ważnego:
nacisk nie zawsze zwiększa zaangażowanie.
Czasem wywołuje dokładnie odwrotny efekt.
Im mniej ufasz, tym więcej kontrolujesz
Jeżeli partner kilka razy czegoś nie dowiózł, naturalnie zaczynasz bardziej pilnować.
Przypominasz dzień wcześniej.
Później rano.
Wieczorem pytasz, czy pamięta.
Kiedy nic się nie dzieje, napięcie rośnie.
W końcu robisz to sama.
I właśnie wtedy zyskujesz kolejny dowód:
„wiedziałam, że nie mogę na niego liczyć”.
Po drugiej stronie również może powstawać przekonanie:
„skoro i tak mnie poprawi, nie ma sensu się starać”.
W takim układzie obie strony zaczynają zachowywać się w sposób, który potwierdza ich własną wersję rzeczywistości.
Ona widzi nieodpowiedzialność.
On widzi kontrolę i ciągłe niezadowolenie.
Z czasem naprawdę coraz trudniej znaleźć moment, w którym problem się zaczął.
Kiedy taka pętla zaczyna dominować w rozmowach, konflikt często przestaje cokolwiek rozwiązywać. Osobno opisuję, dlaczego pary potrafią kłócić się ciągle o to samo i wracać dokładnie do tego samego miejsca.
A może partner rzeczywiście robi za mało?
Tak.
Nie każdą relację da się wyjaśnić pętlą komunikacyjną.
Bywa, że jedna osoba po prostu unika odpowiedzialności, korzysta z pracy drugiej i nie jest zainteresowana zmianą.
Nie chcę więc proponować wygodnej symetrii:
„oboje robicie dokładnie to samo”.
Nie zawsze.
W terapii ważniejsze jest sprawdzenie, co rzeczywiście wydarza się w tej konkretnej relacji.
Jeśli jedna osoba od lat pracuje na dwa etaty – zawodowo i domowo – nie pomoże jej rada, żeby po prostu „mniej kontrolowała”.
Z drugiej strony, kiedy partner podejmuje próby, a każda kończy się oceną i poprawianiem, warto zobaczyć również własną część tej dynamiki.
Kontrola łatwo zaczyna udawać pomoc
„Ja tylko przypominam.”
„Przecież chcę, żeby było łatwiej.”
„Gdybym nie pilnowała, mielibyśmy chaos.”
Czasem wszystkie te zdania są prawdziwe.
Tyle że pomoc, o którą druga osoba nie prosiła i która nie pozostawia jej miejsca na własny sposób działania, może zostać odebrana zupełnie inaczej.
Zamiast wsparcia pojawia się nadzór.
Wraz z nim coraz mniej odpowiedzialności przeżywanej od środka:
„ja chcę się tym zająć”
a coraz więcej reagowania na zewnętrzną presję:
„muszę to zrobić, bo znowu będzie awantura”.
To jakościowo inne doświadczenie.
Czy można pozwolić partnerowi zrobić coś gorzej?
To pytanie potrafi być trudniejsze, niż brzmi.
Jeśli skutek naprawdę ma znaczenie – dziecko powinno dostać lek o określonej godzinie, rachunek musi zostać opłacony, urząd wymaga konkretnego dokumentu – standard jest potrzebny.
W wielu codziennych sytuacjach stawka jest jednak mniejsza.
Rozróżnienie między dbaniem o własne potrzeby a próbą zarządzania drugą osobą łączy się także z tematem zdrowych granic w relacji.
Ręczniki mogą być poskładane inaczej.
Kolacja nie musi wyglądać tak, jak zrobiłabyś ją Ty.
Ktoś może zabrać dzieci na cały dzień i zorganizować go według własnego pomysłu.
Jeżeli każda różnica jest automatycznie traktowana jak błąd, partner nigdy nie dostaje przestrzeni, żeby zbudować własną kompetencję.
A kompetencja wymaga doświadczenia.
Czasami także doświadczenia niedoskonałości.
„Dobrze, ale…”
Wiele osób ma dobre intencje, kiedy próbuje jednocześnie pochwalić i skorygować.
„Widzę, że się starasz, ale nadal muszę Ci przypominać.”
„Naprawdę było lepiej, ale zobacz, co zostawiłeś.”
Nie twierdzę, że słowo „ale” ma magiczną zdolność kasowania wszystkiego, co było wcześniej.
W praktyce komunikacyjnej jednak łatwo zauważyć, że jeśli uznanie prawie zawsze kończy się korektą, druga osoba może zacząć oczekiwać przede wszystkim tej korekty.
Badania nad interakcjami małżeńskimi pokazują, że pozytywne i negatywne wymiany wnoszą do satysfakcji relacyjnej odrębne informacje. W badaniu 886 małżeństw większa liczba pozytywnych wymian wiązała się z większą satysfakcją i częściowo łagodziła związek negatywnych interakcji z oceną relacji (Williamson i wsp., 2022).
Nie oznacza to, że mamy udawać, iż problemu nie ma.
Oznacza, że relacja potrzebuje również doświadczenia bycia zauważonym za to, co działa.
Spróbuj przez chwilę nie poprawiać
Wybierz jedną rzecz, za którą partner może naprawdę odpowiadać.
Nie „pomagać Ci”.
Odpowiadać.
Ustalcie rezultat, który jest rzeczywiście ważny.
Potem sprawdź, czy możesz zostawić mu sposób wykonania.
Jeśli pojawi się irytacja, zanim zainterweniujesz, zapytaj siebie:
czy właśnie zapobiegam realnemu problemowi, czy chronię własny sposób robienia rzeczy?
To niewielka różnica w pytaniu.
Może jednak całkowicie zmienić dynamikę.
Bo partnerstwo nie oznacza, że druga osoba robi wszystko dokładnie tak jak Ty.
Oznacza, że oboje potraficie odpowiadać za wspólne życie, nie stając się wzajemnie swoim przełożonym i podwładnym.
Jeśli w Waszej relacji kontrola, krytyka i wycofanie stały się stałym sposobem działania, warto przyjrzeć się temu podczas wspólnej lub indywidualnej sesji.
Źródła
Schrodt P., Witt P.L., Shimkowski J.R. (2014), A Meta-Analytical Review of the Demand/Withdraw Pattern of Interaction and its Associations with Individual, Relational, and Communicative Outcomes, Communication Monographs, 81(1), 28–58.
Williamson H.C. i wsp. (2022), Positive exchanges buffer negative exchanges: Associations with marital satisfaction among U.S. mixed-sex couples, Journal of Family Psychology.
McNulty J.K., Russell V.M. (2010), When “negative” behaviors are positive: A contextual analysis of the long-term effects of problem-solving behaviors on changes in relationship satisfaction, Journal of Personality and Social Psychology, 98(4), 587–604.