W sesjach regresyjnych, w głębokiej hipnozie i w intensywnej pracy wewnętrznej wiele osób spotyka postać – figurę, którą opisuje jako przewodnika.
Dla jednej osoby będzie to przewodnik duchowy.
Dla innej intuicja.
Dla jeszcze innej mądrzejsza część siebie, wewnętrzny głos albo punkt widzenia, z którego nagle widać więcej. Każda osoba widzi swojego przewodnika inaczej i nie chodzi wyłącznie o „rysy twarzy”.
I właśnie tu pojawia się zatem zasadnicze pytanie:
czy trzeba wybierać jedną interpretację?
Moim zdaniem nie.
Dużo ważniejsze jest to, czy takie doświadczenie pomaga człowiekowi:
- zobaczyć coś jaśniej,
- uporządkować chaos,
- odzyskać kierunek,
- złapać większy dystans do problemu,
- i zrobić realny krok w zmianie.
Dlaczego motyw przewodnika pojawia się tak często
Kiedy człowiek wchodzi głębiej w doświadczenie wewnętrzne, zwykły codzienny filtr zaczyna słabnąć.
Pojawiają się:
- obrazy,
- doznania cielesne,
- intuicyjne rozumienie,
- wewnętrzne odpowiedzi,
- poczucie kontaktu z czymś, co „wie więcej”.
Dla części osób najbardziej naturalnym językiem dla takiego doświadczenia jest właśnie figura przewodnika.
Nie widzę powodu, żeby od razu z tym walczyć.
Ale nie widzę też powodu, żeby upierać się, że istnieje tylko jedna właściwa interpretacja.
AUTOR WPISU
Marcin Brzeźniak
4400+ sesji 1:1 • ★★★★★ 136 opinii na Znany Lekarz
Psycholog i hipnoterapeuta. Pracuję z osobami, które mierzą się z lękiem, natłokiem myśli, napięciem w ciele i automatycznymi reakcjami. Więcej o moim podejściu znajdziesz w Jak pracuję
Nie nazwa jest najważniejsza, tylko funkcja
W praktyce najważniejsze nie jest to, czy nazwiesz to przewodnikiem, intuicją, Self, wyższą mądrością czy kontaktem z czymś bardziej uniwersalnym.
Najważniejsze jest to, jaką funkcję pełni to doświadczenie.
Czy wnosi więcej spokoju?
Czy porządkuje chaos?
Czy pomaga zobaczyć problem z dystansu?
Czy, wreszcie, osłabia automatyczne utożsamienie z tym, co nami nie jest?
Jeśli tak — to z perspektywy zmiany jest to doświadczenie cenne, niezależnie od tego, jakiego języka używasz do jego opisu.
Jeffrey Schwartz: Wise Advocate
Jeffrey Schwartz, znany między innymi z pracy nad natrętnymi myślami i kompulsjami, używał pojęcia Wise Advocate.
To ważna perspektywa, bo pokazuje, że człowiek może mieć dostęp nie tylko do reaktywnego, zalęknionego czy impulsywnego głosu wewnętrznego, ale także do bardziej uporządkowanej, spokojniejszej i mniej zalanej części siebie.
Nie chodzi tu o „magiczny przekaz”, lecz o możliwość oparcia się na czymś, co nie jest całkowicie zlane z napięciem chwili.
Wise Advocate nie dokłada presji. Nie nakręca chaosu. Nie robi z człowieka wroga. Raczej pomaga odzyskać dystans, spojrzeć szerzej i wybrać mądrzejszy ruch.
I właśnie dlatego wiele osób w głębokiej pracy wewnętrznej doświadcza czegoś, co subiektywnie może być odbierane jako przewodnik, ale funkcjonalnie działa jak bardziej stabilny punkt odniesienia.
Richard Schwartz i IFS: Self oraz części
Podobny kierunek odnajdziemy w modelu IFS Richarda Schwartza.
W tej perspektywie człowiek nie jest jednolitym monolitem, lecz wewnętrznym systemem różnych części. Jedne części chronią. Inne reagują lękiem. Inne niosą wstyd, napięcie albo przymus kontroli.
Jednocześnie w człowieku może być obecne coś jeszcze: bardziej centralny, spokojny, klarowny punkt, który IFS nazywa Self.
Self nie jest przemocowe. Nie działa przez pośpiech. Nie dokłada oskarżeń. Wnosi raczej:
- jasność,
- spokój,
- ciekawość,
- współczucie,
- wewnętrzne przywództwo.
Dla jednej osoby kontakt z takim miejscem będzie doświadczeniem bardziej psychologicznym. Dla innej będzie brzmiał jak spotkanie z mądrzejszą obecnością. Z punktu widzenia pracy terapeutycznej obie drogi mogą prowadzić do tego samego: do lepszego uporządkowania wewnętrznego świata.
Connirae Andreas i Wholeness Process: ruch w stronę większej całości
Jeszcze inny, bardzo ważny język daje Connirae Andreas w swoim Wholeness Process.
To podejście jest mi bliskie, bo nie opiera się na walce z doświadczeniem, na poprawianiu siebie na siłę ani na próbie „naprawienia” jednej części człowieka przeciwko drugiej.
Zamiast tego prowadzi w stronę czegoś znacznie subtelniejszego (rzadszego na co dzień) i głębszego: w stronę większej całości.
Wholeness Process zakłada, że to, co człowiek przeżywa jako konflikt, rozbicie, cierpienie czy wewnętrzny chaos, nie zawsze potrzebuje kolejnej kontroli albo kolejnej interpretacji. Czasem potrzebuje zbliżenia się do doświadczenia, które jest bardziej pierwotne, bardziej pojemne i mniej poszatkowane niż codzienny „ja kontra mój problem”.
W praktyce oznacza to ruch od zawężenia ku większej jedności.
Dla jednych będzie to język jedności, dla innych kontakt z czymś bardziej uniwersalnym, a dla jeszcze innych po prostu głębokie doświadczenie wewnętrznej spójności, w którym przestają być tak mocno zlepieni ze swoim napięciem, historią i walką.
To podejście jest cenne właśnie dlatego, że nie każe na siłę rozstrzygać, czy człowiek spotyka przewodnika, intuicję, Self czy uniwersalną obecność. Znacznie ważniejsze jest to, że zaczyna doświadczać czegoś bardziej uporządkowanego niż dotychczasowy chaos.
I to jest kluczowy punkt: mniej utożsamienia z problemem, więcej kontaktu z tym, co integruje.
W tym sensie Wholeness Process świetnie porządkuje to, co wiele osób przeżywa w regresji lub w głębokiej hipnozie. Nie odbiera znaczenia doświadczeniu. Nie spłaszcza go. Ale pokazuje, że można je rozumieć również jako ruch w stronę większej pełni i większego kontaktu z tym, co w człowieku nie jest rozbite.
Igor Ledochowski i hipnoza jako dostęp do głębszego poziomu doświadczenia
W świecie współczesnej hipnozy ważnym punktem odniesienia jest też Igor Ledochowski, którego podejście mocno akcentuje znaczenie języka, prowadzenia uwagi i pogłębiania transu jako drogi do głębszego doświadczenia wewnętrznego.
To ważne, bo z tej perspektywy wewnętrzny głos, przewodnik czy intuicyjna odpowiedź nie są traktowane wyłącznie jako „treść do zinterpretowania”, ale jako element żywego doświadczenia, które dzieje się tu i teraz w człowieku.
Nie chodzi więc tylko o to, co ktoś usłyszał czy zobaczył, ale także:
- w jakim stanie to się pojawiło,
- jak głęboko zostało odczute,
- na ile zmieniło sposób przeżywania siebie,
- i czy stworzyło nowy dostęp do zasobów, których wcześniej nie było pod ręką.
To jest bardzo ważne w praktyce 1:1, bo pozwala traktować takie doświadczenia nie jako egzotyczny dodatek, ale jako materiał do realnej pracy nad zmianą.
Czy trzeba rozumieć to dosłownie?
Nie.
Można, ale nie trzeba.
Jeśli chcesz zobaczyć szerzej, co nauka mówi o hipnozie, pamięci, sugestii i tego typu doświadczeniach, przeczytaj też tekst: Hipnoza regresyjna LBL a nauka: co wiemy o pamięci, sugestii i doświadczeniu.
To, co jedna osoba nazwie przewodnikiem, inna może rozumieć jako:
- intuicję,
- mądrzejszą część siebie,
- Self,
- Wise Advocate,
- głębszy poziom integracji,
- albo kontakt z czymś bardziej uniwersalnym.
Najważniejsze nie jest to, której etykiety użyjesz.
Najważniejsze jest to, czy dzięki temu doświadczeniu:
- maleje chaos,
- rośnie jasność,
- pojawia się większy dystans do problemu,
- wraca kontakt ze sobą,
- i rośnie możliwość realnego wyboru.
Po czym poznać, że taki głos naprawdę pomaga
Pomocny wewnętrzny głos zwykle nie działa jak przemoc, presja albo oskarżenie.
Nie dokłada lęku.
Nie napędza pośpiechu.
Nie robi z człowieka wroga.
Zamiast tego wnosi częściej:
- więcej spokoju,
- więcej jasności,
- więcej porządku,
- więcej współczucia wobec siebie,
- większą zdolność zobaczenia szerszego obrazu.
I właśnie dlatego taka figura bywa tak cenna w pracy 1:1.
Co to daje w praktyce terapeutycznej
W praktyce nie chodzi o to, żeby rozstrzygać metafizykę.
Chodzi o to, czy dzięki temu doświadczeniu człowiek może:
- lepiej zrozumieć swój lęk,
- odzyskać kontakt ze sobą,
- wejść w zmianę, która wcześniej była poza zasięgiem.
- przestać utożsamiać się tym, czym nie jesteśmy,
- zrozumieć przekonania z innej perspektywy,
To właśnie dlatego dla wielu osób ważne jest nie tylko samo doświadczenie, ale też to, kto im w nim towarzyszy.
Ludzie często wybierają taką pracę nie tylko dlatego, że interesuje ich regresja czy doświadczenie przewodnika, ale także dlatego, że chcą mieć obok siebie psychologa, który potrafi to doświadczenie osadzić, zrozumieć i przełożyć na realną zmianę.
Kiedy to jest tylko doświadczenie, a kiedy początek większej pracy
Dla części osób taki moment zostaje ważnym przeżyciem samym w sobie.
Dla innych staje się początkiem czegoś więcej:
- pracy nad relacją ze sobą,
- pracy nad lękiem,
- pracy nad napięciem,
- pracy nad decyzją,
- pracy nad powracającym schematem.
I właśnie wtedy nie chodzi już tylko o to, jak nazwać to doświadczenie.
Chodzi o to, co dalej z nim zrobisz.
Najuczciwsze podsumowanie
Nie musisz na siłę wybierać między „to był przewodnik” a „to była tylko wyobraźnia”.
Możesz zostawić sobie więcej przestrzeni.
Możesz uznać, że było to doświadczenie, które dało Ci:
- dystans,
- wgląd,
- jaśniejszy kontakt ze sobą,
- większy porządek wewnętrzny,
- albo dostęp do bardziej spokojnej i zintegrowanej perspektywy.
A to, z perspektywy pracy nad zmianą, bywa znacznie ważniejsze niż sama etykieta.
Co dalej
Nie chodzi tylko o nazwę
Dla jednych będzie to przewodnik. Dla innych intuicja. Dla jeszcze innych mądrzejsza część siebie.
Najważniejsze jest to, czy taki kontakt pomaga Ci coś realnie zobaczyć, uporządkować i zmienić.
Jeśli interesuje Cię nie tylko samo doświadczenie, ale także głębsza praca nad tym, z czym dziś się mierzysz, zobacz również: