Dlaczego tak trudno prosić o pomoc, nawet kiedy jej potrzebujesz?
Wiesz, że jest Ci za dużo.
Masz zbyt wiele obowiązków, odpowiedzialności albo napięcia. Czujesz, że wsparcie naprawdę by się przydało.
Ktoś prawdopodobnie nawet chętnie by Ci pomógł.
A mimo to łatwiej zrobić wszystko samemu.
Najpierw próbujesz jeszcze trochę wytrzymać. Potem bierzesz na siebie kolejną rzecz. Ostatecznie znów okazuje się, że wszystko dowozisz bez angażowania innych.
Proszenie o pomoc bywa trudne nie dlatego, że nie wiesz, jak wypowiedzieć odpowiednie zdanie.
Czasem trudność pojawia się dużo wcześniej.
Samo potrzebowanie wsparcia zaczyna coś znaczyć.
„Nie poradziłem sobie.”
„Jestem problemem.”
„Powinienem umieć to zrobić sam.”
„Najpierw muszę na to zasłużyć.”
Wtedy samodzielność przestaje być tylko kompetencją.
Staje się warunkiem poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości.
Kiedy pomoc zaczyna oznaczać porażkę
W jednej z sesji klientka opowiadała o sytuacji, w której chciała zrobić partnerowi niespodziankę.
Większość była przygotowana. Zabrakło jednego elementu i potrzebowała jego udziału, żeby całość mogła się wydarzyć.
Wiedziała, że partner zareaguje dobrze.
Nie spodziewała się krytyki ani odrzucenia.
Mimo tego, kiedy miała powiedzieć:
„Potrzebuję, żebyś mi w tym pomógł”
jej ciało reagowało tak, jakby szła na egzamin.
Dopiero później pojawiło się ważniejsze znaczenie:
„Nie udało mi się zrobić tego samodzielnie.”
I właśnie ono było trudniejsze niż sama prośba.
To dobry przykład sytuacji, w której problem nie leży w reakcji drugiej osoby, lecz we własnej interpretacji potrzeby wsparcia.
Jeśli długo radzisz sobie sama, łatwo zrobić z tego część swojej tożsamości
Są osoby, które bardzo wcześnie nauczyły się organizować, przewidywać, dźwigać, pomagać innym i nie sprawiać problemu.
Z czasem taki sposób działania staje się naturalny.
Ludzie mogą nawet zacząć postrzegać Cię jako osobę, która:
„zawsze sobie poradzi”.
Taki obraz bywa wzmacniający.
Ma jednak drugą stronę.
Im bardziej przyzwyczajasz się do roli osoby dającej wsparcie, tym dziwniejsze może być znalezienie się po drugiej stronie.
Nagle to Ty czegoś potrzebujesz.
Pojawia się konieczność powiedzenia, że czegoś nie możesz. Innym razem trzeba przyznać, że nie chcesz już wszystkiego dźwigać samodzielnie.
W jednej z sesji ten wątek pojawił się bardzo wyraźnie: łatwiej było troszczyć się o innych niż pozwolić, żeby ktoś zrobił coś dla niej.
Czasem bardziej boisz się być ciężarem niż samego przeciążenia
To ciekawy paradoks.
Możesz być zmęczony dźwiganiem zbyt wielu rzeczy, a jednocześnie wizja powiedzenia:
„Pomóż mi”
wydaje się jeszcze bardziej niekomfortowa.
W takiej chwili druga osoba mogłaby zobaczyć Twoje ograniczenie, zmęczenie, zależność albo potrzebę.
Dla kogoś, kto długo budował bezpieczeństwo poprzez samowystarczalność, sama możliwość odsłonięcia tego miejsca może uruchamiać napięcie.
W innym materiale sesyjnym odpowiedzialność za bliskich pojawiła się wręcz jako obraz ludzi siedzących na plecach.
Zmiana przyszła dopiero wtedy, gdy mogli znaleźć się obok, zamiast być stale dźwigani.
Relacja pozostała.
Ciężar zmienił miejsce.
Bliskość nadal była możliwa, a odpowiedzialność nie zniknęła. Pomaganie pozostało dostępne, lecz przestało oznaczać konieczność niesienia wszystkiego samemu.
To ważna różnica.
Gdy wsparcie trzeba najpierw „odpracować”
W jednej z sesji pojawiło się zdanie:
„Nie muszę zasługiwać na dobre rzeczy.”
Odsłania ono szerszy mechanizm.
Jeżeli gdzieś działa reguła:
„najpierw muszę być wystarczająco dobra, pomocna, skuteczna albo odpowiedzialna”,
przyjmowanie wsparcia może wywoływać dyskomfort.
Pomoc pojawia się przecież zanim zdążysz na nią zapracować.
Łatwo wtedy uruchamia się potrzeba wyrównania bilansu.
Jedna osoba szybko odda przysługę. Ktoś inny zacznie tłumaczyć, dlaczego właściwie poprosił. Jeszcze ktoś zminimalizuje swój problem, żeby nie zajmować zbyt dużo miejsca.
Czasami pojawia się również potrzeba jak najszybszego przejęcia kontroli z powrotem.
W praktyce można więc świetnie umieć dawać, a jednocześnie prawie nie potrafić przyjmować.
Proszenie o pomoc mówi też coś o Twoich granicach
Zdanie:
„To jest dla mnie za dużo”
opisuje aktualny stan.
Podobnie brzmi:
„Tego teraz nie zrobię.”
Albo:
„Potrzebuję wsparcia.”
Każda z tych informacji mówi coś o Twoich możliwościach, zasobach i granicach.
Trudność pojawia się wtedy, gdy natychmiast dołącza do nich ocena:
„Powinienem dać radę.”
W takim momencie granica zaczyna wyglądać jak błąd.
Tymczasem może być po prostu informacją o tym, gdzie kończą się Twoje aktualne zasoby.
Jeżeli tę informację regularnie ignorujesz, organizm zwykle znajduje własny sposób, żeby ją przekazać.
Pojawia się zmęczenie, napięcie, rozdrażnienie albo poczucie, że wszystkiego jest już za dużo.
Co naprawdę utrudnia Ci poproszenie o pomoc?
Jeśli zauważasz u siebie ten mechanizm, spróbuj przez chwilę nie koncentrować się na samej prośbie.
Przywołaj konkretną sytuację, w której ktoś mógłby Cię wesprzeć.
Potem dokończ w myślach zdanie:
„Gdybym poprosił o pomoc, oznaczałoby to, że…”
Zobacz, co pojawia się jako pierwsze.
Być może będzie to:
„nie radzę sobie”.
Innym razem:
„będę komuś coś winien”.
U kogoś pojawi się obawa:
„pomyślą, że jestem słaby”.
A jeszcze ktoś odkryje:
„łatwiej mi zrobić wszystko samemu niż znieść poczucie, że jestem zależny”.
To właśnie takie znaczenie często jest ważniejsze niż sama technika proszenia.
Mały eksperyment z przyjmowaniem
Zamiast zaczynać od dużej prośby, wybierz coś niewielkiego.
Najlepiej rzecz, którą spokojnie mógłbyś zrobić sam, ale tym razem nie musisz.
Poproś kogoś o drobną pomoc.
Później zwróć uwagę na to, co dzieje się w Tobie po jej otrzymaniu.
Być może natychmiast pojawi się chęć odwzajemnienia.
Możliwe, że zaczniesz wyjaśniać, dlaczego poprosiłeś.
Ktoś inny poczuje potrzebę powiedzenia:
„To naprawdę nic wielkiego.”
Spróbuj przez chwilę tego nie wyrównywać.
Powiedz tylko:
„Dziękuję.”
I sprawdź, jak to jest pozostać przez moment po stronie osoby, która otrzymuje.
Taki drobny eksperyment może powiedzieć o Twojej relacji ze wsparciem więcej niż kolejna analiza.
Samodzielność może zostać
Umiejętność radzenia sobie samemu jest cenna.
Problem pojawia się wtedy, gdy staje się jedyną bezpieczną możliwością.
Wówczas nawet obecność ludzi gotowych Cię wspierać niewiele zmienia, ponieważ cały system nadal działa według zasady:
„Najpierw muszę poradzić sobie sam.”
Większa swoboda pojawia się wtedy, gdy dostępne stają się obie możliwości.
Czasami możesz zrobić coś samodzielnie.
W innej sytuacji przyjmiesz wsparcie bez poczucia, że świadczy ono o Twojej wartości, kompetencji albo sile.
Relacja może wtedy stać się bardziej wzajemna.
Nie tylko:
„Co mogę zrobić dla Ciebie?”
ale również:
„Na co mogę pozwolić Tobie wobec mnie?”
I być może właśnie ta druga część okazuje się trudniejsza.
Jeśli w relacjach często bierzesz na siebie zbyt dużo
Zobacz także: Relacje i granice
To właściwy kolejny krok dla osób, u których proszenie o pomoc łączy się z przeciążeniem odpowiedzialnością, trudnością w stawianiu granic albo przyjmowaniu wsparcia.
Gdy wiesz, że potrzebujesz zmiany, ale trudno uchwycić właściwy punkt
Czasem trudność z proszeniem o pomoc jest tylko widoczną częścią problemu. Pod spodem może działać nadmierna odpowiedzialność, lęk przed oceną, potrzeba kontroli albo przekonanie, że własne potrzeby trzeba najpierw uzasadnić.