Nie wszystko jest Twoją odpowiedzialnością – dlaczego tak trudno przestać ratować innych?

Ktoś obok Ciebie jest zdenerwowany.

Natychmiast zaczynasz sprawdzać, co możesz zrobić.

Ktoś ma problem – szukasz rozwiązania.

W towarzystwie pojawia się napięcie – próbujesz rozładować atmosferę.

Bliska osoba cierpi – trudno Ci po prostu być obok. Pojawia się poczucie, że powinnaś coś zrobić.

Z czasem można przyzwyczaić się do takiego sposobu funkcjonowania tak bardzo, że własne potrzeby stają się niemal niewidoczne.

Najpierw inni.

Ich emocje.

Ich problemy.

Ich bezpieczeństwo.

A gdzieś na końcu Ty.

Czasem wygląda to jak troska.

Pod spodem może jednak działać dużo starsza zasada:

„jeżeli coś złego dzieje się między ludźmi, moim zadaniem jest to naprawić”.

Kiedy dziecko zaczyna odpowiadać za rzeczy dorosłych

Niedawno pracowałem z kobietą, która dorastała w domu, w którym rodzice się bili.

Jako dziecko nie mogła po prostu patrzeć na sytuację z boku.

Próbowała pomagać.

Wchodziła między nich.

Martwiła się.

Na swój sposób uczestniczyła w czymś, co nigdy nie powinno być jej odpowiedzialnością.

Z perspektywy dziecka takie zachowanie może mieć głęboki sens.

Jeżeli dorośli, od których zależy Twoje bezpieczeństwo, nie potrafią zadbać o nie sami, zaczynasz robić tyle, ile potrafisz.

W psychologii podobny proces opisuje pojęcie parentyfikacji – sytuacji, w której dziecko przejmuje role lub odpowiedzialności bardziej właściwe dorosłym. Systematyczny przegląd 95 badań pokazuje, że parentyfikacja może przyjmować różne formy i nie zawsze prowadzi do identycznych konsekwencji, ale szczególnie problematyczna staje się wtedy, gdy obowiązki są rozwojowo nieadekwatne, chroniczne i nie towarzyszy im wystarczające wsparcie dla dziecka. 

To ważne rozróżnienie.

Nie każde pomaganie rodzicom jest parentyfikacją.

Problem pojawia się wtedy, kiedy dziecko zaczyna być odpowiedzialne za emocjonalną stabilność systemu, a nikt równocześnie nie troszczy się o jego własne potrzeby.

Jeśli podobny schemat widzisz później także w dorosłych relacjach, przeczytaj również: Dlaczego w relacjach ciągle bierzesz na siebie za dużo? O schematach, które niszczą granice.

Konflikt rodziców może nauczyć dziecko bardzo konkretnej rzeczy

Badania nad konfliktem między rodzicami pokazują, że dzieci reagują nie tylko emocjonalnie. Mogą również próbować wchodzić w konflikt, uspokajać dorosłych, łagodzić sytuację albo czuć się odpowiedzialne za to, co dzieje się między nimi. 

Szerszy przegląd literatury pokazuje także, że sposób, w jaki rodzice prowadzą konflikt, ma znaczenie dla późniejszego funkcjonowania emocjonalnego i relacyjnego dzieci. 

Z takiego doświadczenia może pozostać prosta, wewnętrzna reguła:

„kiedy wokół mnie dzieje się coś złego, muszę reagować”.

W dzieciństwie ta zasada pomagała próbować odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

W dorosłości może działać nadal, nawet kiedy sytuacja jest zupełnie inna.

Widzisz problem – więc czujesz, że powinnaś wejść

To właśnie obserwowałem u tej klientki.

Gdy ktoś cierpiał, pojawiała się troska.

Za troską szybko szło jednak coś więcej:

poczucie odpowiedzialności.

Jeśli zauważam problem, może powinnam pomóc.

Skoro mam możliwość zareagowania, dlaczego miałabym tego nie zrobić?

Jeżeli nie wejdę, czy nie oznacza to, że pozostawiam kogoś samego?

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak empatia.

Różnica staje się widoczna dopiero wtedy, kiedy pomoc przestaje być wyborem.

Możesz przecież widzieć, że komuś jest trudno.

Da się współczuć.

Można zaproponować wsparcie.

Ale to nadal nie oznacza, że cudzy problem automatycznie staje się Twoim zadaniem.

To właśnie jedno z miejsc, w których szczególnie ważne staje się rozróżnienie, gdzie kończy się Twoja odpowiedzialność, a zaczyna odpowiedzialność drugiej osoby.

Martwienie się może przypominać działanie

Podczas sesji pojawiło się jeszcze coś ciekawego.

Kiedy klientka zobaczyła dawną sytuację z większego spokoju i dystansu, zrozumiała:

„to nie było o mnie”.

Rodzice byli dwojgiem dorosłych ludzi.

Ich konflikt należał do nich.

Nie był odpowiedzialnością dziecka.

Mimo tego nadal pojawiało się martwienie.

Zaczęliśmy więc sprawdzać, czym właściwie ono jest.

I wtedy okazało się, że w martwieniu ukryte było również poczucie:

„skoro o tym myślę i mam jakiś wpływ, powinnam coś zrobić”.

To ważny moment.

Martwienie może dawać wrażenie pozostawania zaangażowanym.

Jakby samo przeżywanie cudzego problemu oznaczało, że nadal coś dla tej osoby robimy.

Tylko że troska i odpowiedzialność nie są tym samym.

Hipnoza może pozwolić zobaczyć dawne doświadczenie z zupełnie innego miejsca

W tej sesji wykorzystałem hipnozę.

Klientka wróciła do jednej z najlepiej pamiętanych sytuacji z dzieciństwa, ale wcześniej wprowadziłem ją w doświadczenie większego spokoju i bezpieczeństwa.

Nie chodziło o ustalenie obiektywnej historycznej prawdy.

Szerzej o tym, jak rozumiem pracę regresyjną i dlaczego nie traktuję pamięci jak nagrania przeszłości, piszę w tekście „Czy trzeba pamiętać konkretne wydarzenie, żeby regresja hipnotyczna miała sens?”

Pamięć nie działa jak nagranie, a praca wyobrażeniowa może zmieniać sposób, w jaki doświadczenie jest później przeżywane.

Interesowało mnie coś innego:

co zmieni się, kiedy dorosła osoba spojrzy na dawną sytuację bez konieczności ponownego wchodzenia w rolę dziecka-ratownika?

Właśnie wtedy pojawiła się świadomość: to nie jest moja odpowiedzialność.

Ciało również zaczęło reagować inaczej.

Wcześniej pojawiało się napięcie w gardle i ciężar w klatce piersiowej.

Gdy mechanizm puszczał, przychodziło ciepło, spokój i przyjemne rozluźnienie.

Nie traktuję reakcji ciała jako „dowodu prawdy”.

Jest dla mnie raczej informacją o tym, jak osoba aktualnie przeżywa daną sytuację.

Celem nie jest przestać troszczyć się o ludzi

To byłoby zbyt proste.

Troska może być ogromnym zasobem.

Wrażliwość na innych również.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy:

mogę pomóc

zmienia się w:

muszę pomóc.

Jeśli w praktyce najtrudniejszym momentem jest odmowa, zobacz też jak mówić „nie” bez poczucia winy i ciągłego tłumaczenia się.

Zdrowsza pozycja brzmi raczej:

widzę, że coś się dzieje i mogę zdecydować, czy chcę w to wejść.

Czasami wybierzesz pomoc.

Innym razem zapytasz, czy druga osoba w ogóle jej potrzebuje.

Bywa też, że zostaniesz obok bez próby naprawiania czegokolwiek.

Możliwe jest nawet:

„widzę, że masz trudność, i ufam, że możesz sobie z nią poradzić”.

To nie jest obojętność.

To uznanie, że druga osoba również ma własną odpowiedzialność, zasoby i prawo do przeżywania konsekwencji swoich wyborów.

Własny spokój nie musi zależeć od tego, czy uda Ci się uratować innych

To jest dla mnie jeden z najważniejszych elementów zmiany.

Jeżeli jako dziecko bezpieczeństwo zależało od tego, czy uda Ci się uspokoić dorosłych, możesz nauczyć się regulować własny stan poprzez regulowanie otoczenia.

Ktoś jest spokojny – ja mogę odetchnąć.

Nikt się nie kłóci – jest bezpiecznie.

Wszyscy są zaopiekowani – mogę pomyśleć o sobie.

Taki sposób funkcjonowania może ciągnąć się latami.

Dorosłość daje jednak możliwość zbudowania czegoś nowego:

mogę pielęgnować własny spokój również wtedy, kiedy ktoś obok mnie przeżywa coś trudnego.

To nie znaczy, że nic mnie nie obchodzi.

Oznacza, że cudzy stan emocjonalny nie musi automatycznie przejmować sterowania nad moim.

Zanim następnym razem wejdziesz w rolę ratownika

Kiedy zobaczysz problem u kogoś bliskiego, spróbuj nie reagować natychmiast.

Zadaj sobie kilka pytań.

Czy ta osoba w ogóle poprosiła mnie o pomoc?

Czy naprawdę jestem odpowiedzialna za rozwiązanie tej sytuacji?

Co się wydarzy, jeśli przez chwilę nic nie zrobię?

Czy chcę pomóc, czy czuję, że muszę?

Ostatnie pytanie jest szczególnie ważne.

Bo z zewnątrz oba zachowania mogą wyglądać identycznie.

W obu przypadkach pomagasz.

Różnica istnieje wewnątrz.

W jednym masz wybór.

W drugim działa przymus.

Możesz być troskliwa i nadal pozostawać po swojej stronie

Nie chodzi o to, żeby nauczyć się ignorować innych.

Nie trzeba też stawać się chłodną albo zdystansowaną.

Zmiana polega raczej na odzyskaniu granicy:

Twoje życie jest moje. Moje życie jest moje. Mogę Ci towarzyszyć, ale nie muszę go za Ciebie prowadzić.

Jeśli przez lata byłaś osobą, która ratowała, uspokajała, przewidywała i opiekowała się wszystkimi wokół, taka zmiana może początkowo wydawać się bardzo nietypowa.

Ale właśnie wtedy może pojawić się coś, czego wcześniej brakowało:

miejsce również dla Ciebie.

Jeżeli czujesz, że cudze problemy, emocje i napięcia zbyt łatwo stają się Twoją odpowiedzialnością, podczas indywidualnej sesji możemy sprawdzić, skąd bierze się ten mechanizm i czego potrzebujesz, żeby pomaganie znowu stało się wyborem.

Umów sesję indywidualną

Źródła

Hooper L.M., DeCoster J., White N., Voltz M.L. (2011), Characterizing the magnitude of the relation between self-reported childhood parentification and adult psychopathology: a meta-analysis, Journal of Clinical Psychology, 67(10), 1028–1043. 

Borchet J. i wsp. / przegląd literatury dotyczący parentyfikacji: Parentification Vulnerability, Reactivity, Resilience, and Thriving: A Mixed Methods Systematic Literature Review (2023). Przegląd objął 95 badań. 

Harold G.T., Sellers R. (2018), Annual Research Review: Interparental conflict and youth psychopathology: an evidence review and practice focused update, Journal of Child Psychology and Psychiatry, 59(4), 374–402. 

Davies P.T. i wsp. (2022), Contextualizing Children’s Caregiving Responses to Interparental Conflict: Advancing Assessment of Parentification. 

Murphy G., Peters K., Jackson D., Wilkes L. (2011), A qualitative meta-synthesis of adult children of parents with a mental illness, Journal of Clinical Nursing. 

Odkryj więcej z Marcin Brzeźniak

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej