Dlaczego stresujesz się przy nowych ludziach i trudno Ci być sobą?

Przy bliskich osobach potrafisz być swobodny.

Żartujesz, mówisz, co naprawdę myślisz, reagujesz spontanicznie. Nie zastanawiasz się nad każdym słowem.

Potem trafiasz do nowej grupy.

Nagle zaczynasz obserwować siebie.

Co powiedzieć? Czy to nie zabrzmi głupio? Może jestem za cichy? A może właśnie mówię za dużo? Czy oni mnie lubią? Czy powinienem coś dodać?

Im bardziej próbujesz dobrze wypaść, tym trudniej zachowywać się naturalnie.

I pojawia się paradoks:

chcesz być sobą, ale właśnie koncentracja na tym, jak wypadasz, sprawia, że tracisz z sobą kontakt.

Dlaczego stresuję się przy nowych ludziach?

Nowa sytuacja społeczna zawiera coś, czego zwykle jest mniej w znanych relacjach: niepewność.

Nie wiesz jeszcze:

  • jak ktoś reaguje,
  • co lubi,
  • co uznaje za zabawne,
  • jak oceni Twoje zachowanie,
  • jakie są niepisane zasady grupy.

Dla części osób ta niewiedza jest po prostu ciekawa.

U innych szybko uruchamia potrzebę kontroli.

Podczas jednej z sesji klientka nazwała to bardzo trafnie: kiedy pojawiało się dużo nowych, przypadkowych czynników, miała poczucie, że „gubi swoją stałość”.

To ważne rozróżnienie.

Problemem nie musi być sam brak umiejętności społecznych. Możesz całkiem dobrze funkcjonować z ludźmi, których znasz, a tracić swobodę właśnie wtedy, gdy nie masz jeszcze wystarczająco wielu informacji o sytuacji.

Wtedy zamiast opierać się na sobie, zaczynasz opierać się na przewidywaniu innych.

Dlaczego nie umiem być sobą przy innych?

Czasem przez lata rozwijamy strategie, które pomagają szybko znaleźć dla siebie miejsce w grupie.

Ktoś staje się zabawny.

Inna osoba bardzo dużo słucha.

Jeszcze ktoś przejmuje rolę pomocnika, eksperta albo człowieka, który zawsze jest w dobrym humorze.

Takie zachowania same w sobie nie są problemem. Mogą być autentyczną częścią Ciebie.

Trudność pojawia się wtedy, kiedy zaczynasz czuć, że musisz wejść w określoną rolę, żeby zostać zaakceptowanym.

Jedna z klientek opisywała swoją dawną strategię jako zakładanie „maski klauna”. Potrafiła być bardzo zabawna i energetyczna, ale pod tą warstwą pozostawała znacznie bardziej wrażliwa część niej samej.

Kiedy później przestała korzystać z tej maski, pojawił się nowy problem:

skoro nie chcę już grać roli, to jak właściwie mam być z ludźmi, których jeszcze nie znam?

I właśnie tutaj często brakuje środka.

Dlaczego boję się oceny w nowej grupie?

Kiedy zależy Ci na dobrym przyjęciu, uwaga łatwo przesuwa się z rozmowy na Ciebie.

Zamiast słuchać:

„Co właściwie mówi ta osoba?”

zaczynasz sprawdzać:

„Jak teraz wyglądam w jej oczach?”

Powstaje rodzaj wewnętrznego monitoringu.

Analizujesz ton głosu, mimikę, swoje zdania i reakcje innych.

W efekcie podczas jednej rozmowy wykonujesz dwa zadania jednocześnie:

uczestniczysz w spotkaniu i bez przerwy oceniasz własne uczestnictwo.

To jest męczące.

Co więcej, im więcej uwagi poświęcasz sobie, tym mniej zostaje jej na rzeczywistą ciekawość drugiego człowieka.

Spontaniczność spada, bo każde zdanie przechodzi najpierw przez kontrolę jakości.

Dlaczego small talk potrafi tak męczyć?

Small talk ma dziwną reputację.

Dla jednych jest czymś banalnym. Dla innych niemal najbardziej niewygodną częścią poznawania nowych osób.

Powód może być prostszy, niż się wydaje.

W głębokiej rozmowie wiadomo, o czym rozmawiacie.

Przy small talku większa część zadania brzmi:

„Sprawdźmy, czy możemy ze sobą chwilę pobyć.”

Nie trzeba od razu być interesującym.

Głęboka więź również nie musi pojawić się w pierwszych minutach rozmowy.

Small talk może być po prostu mostem, po którym dwie osoby sprawdzają tempo, zainteresowanie i poczucie bezpieczeństwa.

Jeśli natomiast traktujesz każdą krótką rozmowę jak test atrakcyjności społecznej, zwykłe:

„Jak Ci się podoba to miejsce?”

zaczyna wymagać idealnej odpowiedzi.

A przecież może wystarczyć zwyczajna.

Co sprawia, że przy nowych osobach zaczynasz wszystko analizować?

Analiza często pojawia się jako próba odzyskania kontroli.

Skoro nie wiem, co druga osoba pomyśli, spróbuję przewidzieć wszystkie możliwości.

Tyle że sytuacji społecznej nie da się całkowicie rozwiązać w głowie.

Możesz przygotować pięć wersji zdania, ale nadal nie wiesz, jak rozmówca odpowie.

Dlatego bardziej użytecznym punktem oparcia może być pytanie:

Co pozostaje stałe, nawet kiedy nie znam jeszcze tych ludzi?

Ty.

Twoje wartości.

Twoje granice.

To, co lubisz i czego nie lubisz.

Sposób, w jaki chcesz traktować innych.

Możliwość powiedzenia „nie wiem”.

Prawo do chwili ciszy.

Nie musisz znać wszystkich zmiennych po drugiej stronie, żeby zachować kontakt z tym, co jest po Twojej.

Jak mniej się stresować przy nowych ludziach?

Przed kolejnym spotkaniem spróbuj trzech prostych rzeczy.

1. Zanim wejdziesz, przypomnij sobie siebie

Nie pytaj:

„Jak mam wypaść?”

Zamiast tego wybierz jedną jakość, którą chcesz zabrać ze sobą.

Może to być:

  • ciekawość,
  • spokój,
  • humor,
  • życzliwość,
  • szczerość.

Nie musisz jej demonstrować.

Ma być Twoim punktem odniesienia.

2. Przenieś część uwagi z siebie na świat

Podczas rozmowy zauważ drugą osobę.

Posłuchaj naprawdę jednego zdania.

Sprawdź, co Cię w nim ciekawi.

Rozejrzyj się po miejscu.

Poczuj stopy na podłodze.

To drobna zmiana, ale ogranicza ciągłe skanowanie:

„Jak wypadam?”

3. Zrób jedną małą rzecz trochę bardziej po swojemu

Nie próbuj nagle stać się w 100% spontaniczny.

Wystarczy jeden mały ruch.

Powiedz, że czegoś nie znasz.

Przyznaj, że coś Cię bawi.

Nie zgódź się automatycznie.

Zadaj pytanie, które naprawdę Cię interesuje.

Pozwól sobie przez chwilę nie podtrzymywać rozmowy.

Potem sprawdź:

Co się wydarzyło, kiedy byłem trochę bardziej sobą?

To daje znacznie więcej informacji niż kolejne przewidywanie w głowie.

Nie musisz wybierać między maską a pełnym odsłonięciem

To chyba najważniejsza rzecz.

Bycie sobą nie oznacza, że nowo poznanej osobie musisz od razu pokazać najbardziej osobiste części swojego życia.

Autentyczność nie wymaga pełnej otwartości.

Pomiędzy:

„gram rolę, żeby mnie polubili”

a:

„pokazuję wszystko”

istnieje ogromna przestrzeń.

Możesz odsłaniać siebie stopniowo.

Sprawdzać ludzi.

Pozwalać relacji rosnąć.

Być trochę bardziej spontaniczny, kiedy czujesz się bezpieczniej.

W sesji pojawiło się zdanie, które bardzo dobrze oddaje ten kierunek:

„Nie jest za bardzo. Nie jest za głośno. Nie jest za intensywnie. To po prostu jestem ja.”

Nie oznacza ono, że każda reakcja musi być właściwa albo że nie warto brać innych pod uwagę.

Przypomina raczej, że Twoim jedynym zadaniem w nowej grupie nie jest dopasowanie się do niej.

Ty również sprawdzasz:

Ty również możesz sprawdzać tę relację z własnej perspektywy:

  • Czy odpowiadają mi ci ludzie?
  • Jak się przy nich czuję?
  • Mam ochotę poznać ich bliżej?
  • Na ile chcę przy nich stopniowo pokazywać więcej siebie?

Wtedy spotkanie przestaje być jednostronnym egzaminem.

Staje się czymś znacznie bardziej równym:

dwie strony sprawdzają, czy chcą być ze sobą w kontakcie.

I właśnie od tego może zacząć się większa swoboda.

Jeśli świadomie wiesz, że sytuacja jest bezpieczna, ale ciało reaguje inaczej

Przeczytaj: Dlaczego odczuwasz lęk, mimo że wiesz, że nic Ci nie grozi?

Jeśli problem dotyczy również granic i bycia sobą w relacjach

Relacje i granice

Gdy rozumiesz swój schemat, ale nadal trudno Ci reagować inaczej

Zobacz: Jak pracuję