Wiele osób przychodzi na sesję z prostym zdaniem: „Nie mam pewności siebie”. Bywa, że mówią to spokojnie. Czasami pojawia się w nich rezygnacja. A czasem z poczuciem, że „tacy już są”.
A w praktyce bardzo rzadko widzę „brak pewności siebie” jako cechę charakteru. Znacznie częściej widzę konkretne reakcje ciała, konkretne schematy myślenia i bardzo przewidywalne sposoby unikania, które z czasem zaczynają wyglądać jak „taka moja natura”.
Jeśli chcesz zrozumieć głębiej, skąd w ogóle bierze się ten problem, przeczytaj też:
👉 Pewność siebie nie bierze się z osiągnięć, tylko z relacji ze sobą
Jak to się objawia na co dzień?
Brak pewności siebie rzadko wygląda jak jedna wielka blokada. Częściej to suma drobnych, powtarzalnych sytuacji:
-
odkładanie decyzji, mimo że „wiesz, co trzeba zrobić”,
-
nadmierne analizowanie zamiast działania,
-
trudność w stawianiu granic,
-
napięcie w ciele przed rozmową, spotkaniem, wystąpieniem,
-
cofanie się w ostatniej chwili,
-
poczucie, że „inni jakoś to ogarniają, tylko nie ja”.
Z zewnątrz to często wygląda jak brak zdecydowania albo brak odwagi. Od środka zwykle jest to mieszanka napięcia, lęku i bardzo surowego dialogu ze sobą.
Stupor decyzyjny: gdy myślenie zastępuje działanie
Jednym z najczęstszych obrazów, które widzę w gabinecie, jest stupor decyzyjny.
Ktoś ma przed sobą decyzję. Rozważa wszystkie „za” i „przeciw”. Tworzy scenariusze. Analizuje konsekwencje. I robi to tak długo, aż… przestaje robić cokolwiek.
Nie dlatego, że nie umie myśleć.
Tylko dlatego, że myślenie stało się sposobem na unikanie kontaktu z ryzykiem, emocją i niepewnością.
Wtedy brak decyzji zaczyna wyglądać jak „taka osobowość”. A to po prostu wyuczony sposób radzenia sobie z napięciem.
Gdy całe życie jest w przyszłości
Inny częsty wzorzec to życie w planach.
„Jak już się zdecyduję, to ruszę.”
„Jak będę mieć pewność, to zrobię ten krok.”
„Jak wszystko będzie jasne, to wtedy…”
Problem w tym, że życie rzadko daje stuprocentową jasność. A jeśli czekasz na moment, w którym zniknie niepewność, możesz czekać bardzo długo.
W praktyce często widzę, że pod tym schematem jest lęk przed błędem i lęk przed konsekwencjami. A im dłużej ktoś odkłada działanie, tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że „chyba nie potrafię”.
Relacja ze sobą: niewidzialny, ale kluczowy czynnik
To, co łączy bardzo wiele takich historii, to sposób, w jaki ktoś jest ze sobą w relacji.
Jeśli każdy błąd oznacza wewnętrzny atak.
Jeśli porażki są zapamiętywane, a sukcesy pomijane.
Jeśli wymagania wobec siebie są wysokie, a wsparcie – minimalne.
…to w pewnym momencie organizm zaczyna chronić się przed kolejnym uderzeniem. Najprostszą ochroną jest unikanie: decyzji, ekspozycji, ryzyka, widoczności.
I znowu: z zewnątrz to wygląda jak „brak pewności siebie”.
Od środka to często wygląda jak bardzo logiczna reakcja obronna.
Paradoks kompetencji: im więcej umiesz, tym bardziej siebie podważasz
Jedną z bardziej zaskakujących rzeczy w praktyce jest to, jak często z brakiem pewności siebie zgłaszają się osoby kompetentne, zaangażowane, odpowiedzialne.
Na „papierze” wszystko się zgadza.
A w środku jest ciągłe poczucie: „to jeszcze za mało”, „inni są lepsi”, „zaraz ktoś zobaczy, że nie wiem wystarczająco”.
To często efekt kultury, w której wartość siebie mierzy się głównie wynikami. Jeśli odpoczynek, wątpliwości czy słabość są traktowane jak porażka, to bardzo łatwo wpaść w tryb: „muszę dowozić, żeby mieć prawo do szacunku – także wobec siebie”.
Ciało rzadko kłamie
Jedną z najprostszych rzeczy, po których można poznać, co się naprawdę dzieje, jest reakcja z ciała.
Albo jest więcej ciężaru, ścisku, napięcia.
Albo pojawia się trochę więcej lekkości, przestrzeni, spokoju.
To często widać szybciej w ciele niż w narracji o sobie. Ktoś może mówić „już jest lepiej”, ale ciało wciąż reaguje jak w trybie zagrożenia. Albo odwrotnie: jeszcze nie wszystko jest poukładane w głowie, ale reakcja fizyczna zaczyna się uspokajać.
Kiedy to nie jest „tylko” brak pewności siebie?
Czasem temat pewności siebie jest częścią większego obrazu: depresji, silnego lęku, doświadczeń traumatycznych, wypalenia czy przeciążenia.
W takich sytuacjach nie chodzi o „szybkie wzmacnianie”. Często pierwszym krokiem jest zmiana stanu, odzyskanie odrobiny wpływu i poczucia bezpieczeństwa. Dopiero na tym można budować dalszą pracę.
O tym, jak wygląda praca z tym tematem i dlaczego nie chodzi o „wzmacnianie”, przeczytasz tutaj:
👉 Hipnoza na pewność siebie – dlaczego to nie chodzi o „wzmacnianie”, tylko o zmianę relacji ze sobą
Co z tego wynika w praktyce?
Jeśli coś z tego brzmi znajomo, to warto pamiętać o jednej rzeczy:
Brak pewności siebie bardzo rzadko jest „jakiś Ty”.
Znacznie częściej jest to sposób, w jaki Twój system nauczył się radzić sobie z napięciem, oceną i ryzykiem.
A to oznacza, że to nie jest cecha charakteru, tylko wzorzec, z którym można pracować.
Jeśli chcesz to sprawdzić w swoim przypadku
Pracuję zarówno online, jak i stacjonarnie. Jeśli masz poczucie, że temat pewności siebie u Ciebie to bardziej kwestia reakcji, napięcia i relacji ze sobą niż „braku motywacji”, możesz to sprawdzić w praktyce.
👉 Zarezerwuj pierwszą sesję lub zobacz przed tym Jak pracuję i zobaczmy, co w Twoim przypadku naprawdę stoi za tym schematem.