Wiele osób trafia do gabinetu z jednym zdaniem: „Nie mam pewności siebie”. Brzmi prosto. Ale w praktyce to zdanie może oznaczać bardzo różne rzeczy:

  1. Może to brak kontaktu z ciałem.
  2. Czasem brak zaufania do tego cichego, wewnętrznego „wiem”, które przypominamy sobie dopiero po czasie: „w sumie tak czułem / czułam”.
  3. Lub „stupor decyzyjny” – tyle analiz, rozważań i scenariuszy, że w końcu przestajemy działać.
    A czasem to życie w planach na przyszłość, z oczekiwaniem, że wreszcie pojawi się jedna, ostateczna deklaracja na kolejne dekady.

I nie ma w tym nic złego. Problem zaczyna się wtedy, gdy pewność siebie zaczynamy rozumieć jako coś, co trzeba zdobyć, udowodnić albo na co trzeba zasłużyć.

Pewność siebie jako relacja ze sobą, nie jako „cecha”

Z mojej perspektywy pewność siebie jest przede wszystkim pochodną relacji z samym sobą.

Jeśli zamiast się wspierać, reagujesz na każdy błąd wewnętrzną krytyką, jeśli nie zauważasz własnych dobrych decyzji i działań (to bardzo typowa atrybucja), to w pewnym momencie zaczynasz… unikać działania w ogóle. Nie dlatego, że jesteś słaby. Tylko dlatego, że podświadomie chronisz się przed kolejną falą wewnętrznych „gromów”.

Wtedy brak pewności siebie nie jest problemem charakteru.
Jest strategią przetrwania w relacji z samym sobą.

Dlaczego problem widać w pracy, relacjach i decyzjach?

Często mówi się: „w pracy nie mam pewności siebie”, „w relacjach nie potrafię się postawić”, „boję się oceniania”, „nie umiem stawiać granic”.

Można powiedzieć, że to są różne obszary. Ale ja widzę to raczej jak górę lodową.

Praca, relacje, granice czy wystąpienia publiczne to tylko część wystająca ponad powierzchnię. Pod spodem bardzo często jest coś znacznie głębszego: sposób, w jaki ktoś jest ze sobą w relacji, ukształtowany często dużo wcześniej – w ważnych relacjach z dzieciństwa, w doświadczeniach oceniania, porównań, warunkowej akceptacji.

Dlatego dwie osoby mogą być w tej samej sytuacji zawodowej – i jedna czuje stabilność, a druga rozsypuje się od środka.

Paradoks siły: dlaczego „bycie twardym” często nie pomaga?

Jedna z rzeczy, które najbardziej mnie fascynują w pracy z osobami „kompetentnymi na papierze”, to kult siły.

Wiele osób świetnie funkcjonuje w działaniu, dowożeniu, osiąganiu celów. A jednocześnie reaguje awersją na jakikolwiek przejaw troski czy czułości wobec siebie. Jakby zatrzymanie się i zobaczenie siebie poza działaniem było czymś niebezpiecznym.

Widzę, jak bardzo nasza kultura premiuje „robienie”, a jak mało uczy bycia w kontakcie ze sobą. Jak łatwo wpaść w dążenie do celu bez umiejętności sprawdzenia, co się ze mną właściwie dzieje po drodze.

I właśnie tutaj często zaczyna się problem z pewnością siebie:
kiedy wartość siebie zaczyna zależeć wyłącznie od wyników.

Mity, które tylko pogarszają sytuację

Jednym z najczęstszych mitów jest przekonanie: „muszę się zmusić”.
Umysł chce. Za tym często stoją schematy i oczekiwania. Ciało ma „dowiezć”.
A kiedy nie dowozi – pojawia się wniosek: „coś ze mną jest nie tak”.

Rzadko spotykam osoby, które są w tak dobrej relacji ze sobą, że naprawdę czują, że ciało nie jest niewolnikiem mentalnych idei, tylko partnerem w działaniu. Żeby działać wspólnie, ono musi być wysłuchane.

Inny częsty schemat to perfekcjonizm i ciągły wyścig.
Sukces jest mierzony działaniem. Trud i wysiłek są pamiętane. Efekty – rzadko świętowane. Gdy jeden cel jest zrealizowany, natychmiast pojawia się następny. Pojawia się złudzenie: „jak dojdę tam, to wreszcie odpocznę”.

Tyle że jeśli dziś nie umiesz odpocząć, to jutro prawdopodobnie też nie.

Jak ja rozumiem pewność siebie w praktyce?

Dla mnie kluczowym słowem jest kongruencja.

Jeśli myślę o nauce, a całe ciało się przed nią broni – coś tu się rozmija.
Kiedy idę na siłownię nie dlatego, że chcę zadbać o siebie, tylko po to, żeby „zajechać ciało”, żeby umysł wreszcie dał spokój – to też jest jakaś forma ucieczki, nie relacji.

Pewność siebie to dla mnie taki sposób bycia ze sobą, w którym jest miejsce i na sukces, i na porażkę. W którym nie trzeba ze sobą walczyć, żeby zasługiwać na własny szacunek.

Co w tej pracy wnosi hipnoza i praca z uwagą?

Jedną z funkcji hipnozy jest sterowanie uwagą. W pracy z pewnością siebie bardzo często chodzi o wyobrażenia.

Nie robimy wielu rzeczy, których nie potrafimy sobie wyobrazić. A w hipnozie można zacząć je sobie wyobrażać – i poprzez powtórzenia (a właśnie w ten sposób uczy się mózg) wprowadzać nowe reakcje do repertuaru zachowań.

To różni się od samej rozmowy tym, że pracujemy poza samą narracją o sobie. Z wyobraźnią, z reakcją ciała, z obrazami siebie, z przeszłymi doświadczeniami i przyszłymi scenariuszami. Czasem integrujemy to, co widziane, z tym, co odczuwane w ciele. Czasem wracamy do przeszłości, wnosząc tam zasoby, które mamy dziś jako dorośli. Czasem projektujemy zmianę w przyszłość. Forma pracy zawsze wynika z osoby i jej doświadczenia – nie z „pudełkowej techniki”.

Po czym poznaję, że pewność siebie naprawdę się buduje?

Najpierw po… ciele.

Tego nie da się oszukać. Albo pojawia się więcej lekkości, albo ciężar. Albo spokój, albo przytłoczenie. To często widać już w gabinecie.

Dopiero potem zmienia się myślenie: pojawia się nowa perspektywa, inne scenariusze niż te znane do tej pory. A na końcu – zachowania i decyzje, które klient zaczyna zauważać już poza gabinetem.

Co najczęściej spowalnia zmianę?

Perfekcjonizm. Oczekiwanie, że efekt będzie natychmiastowy i stały.
Albo powrót do przemocy wobec siebie, gdy tylko pojawi się potknięcie.

Proces budowania dobrej relacji ze sobą wymaga, żeby być dla siebie oparciem także wtedy, gdy nie wychodzi. Każda taka sytuacja jest kolejną okazją do ćwiczenia właśnie tego, co nazywamy pewnością siebie.

Nie od razu Rzym zbudowano.

Granice uczciwości: kiedy to nie jest „tylko” pewność siebie?

Brak pewności siebie pojawia się często przy depresji, traumie, silnym lęku czy wypaleniu. Czasem jest elementem większego obrazu.

Dlatego nie zawsze chodzi o „szybkie wzmacnianie”. Często pierwszym krokiem jest zmiana stanu, odzyskanie odrobiny wpływu i nadziei. Skoro perspektywa potrafi zmienić się już na jednej sesji, to łatwiej zobaczyć, jak wiele można zrobić w kolejnych spotkaniach.

Zdanie, które najlepiej oddaje moje podejście

Pewność siebie nie bierze się z osiągnięć, tylko z relacji ze sobą.

Nie z tego, co dowiozłeś.
Ani nie z tego, jak bardzo się zmuszasz.
Tylko z tego, jak jesteś ze sobą na co dzień – w małych wyborach, w sposobie mówienia do siebie, w tym, czy potrafisz dać sobie trochę więcej czasu, luzu, życzliwości.

Jeśli chcesz nad tym popracować

Pracuję zarówno online, jak i stacjonarnie. Jeśli masz poczucie, że temat pewności siebie u Ciebie to bardziej kwestia relacji ze sobą niż „braku motywacji”, możesz to sprawdzić w praktyce.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak brak pewności siebie wygląda w codziennym życiu, zobacz też:
👉 Brak pewności siebie to nie cecha charakteru – jak to wygląda w praktyce?

A jeśli interesuje Cię, jak wygląda praca nad tym w praktyce:
👉 Hipnoza na pewność siebie – dlaczego to nie chodzi o „wzmacnianie”, tylko o zmianę relacji ze sobą

Chcesz wiedzieć więcej o hipnozie?

 
👉 Zarezerwuj pierwszą sesję lub sprawdź Jak pracuję i zobaczmy, co w Twoim przypadku naprawdę stoi za tym hasłem „brak pewności siebie”.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie, aby zaoferować Ci lepsze wrażenia z przeglądania. Przeglądając tę stronę, zgadzasz się na korzystanie z plików cookies.